Jak tanio podróżować po Polsce i znaleźć drugi dom w hostelu

Jadąc w trasę z plecakiem, mało kto myśli o luksusach. Myśli się o wolności. O tym, żeby było tanio, czysto i żeby można było z kimś pogadać. Ostatnio jeździłem po Polsce szukając właśnie takiego poczucia. Nie hoteli z recepcją, tylko miejsc, gdzie się wchodzi i od razu wie, że można tu zostać na dłużej. I okazuje się, że kluczem często nie jest cena, choć ta też, ale atmosfera. Miejsce, które staje się bazą, a nie tylko przystankiem.

Podczas jednej z takich wypraw po północnej Polsce, trafiłem na miejsce, które dokładnie to ucieleśnia. Hostel Soleil w Gdańsku to nie jest tylko łóżko na noc. To punkt startowy, gdzie planuje się cały dzień przy kubku herbaty, a wieczorem wraca z historiami. Znalazłem tam coś, co w podróży jest bezcenne: poczucie, że ma się gdzie wrócić. To robi różnicę, gdy zwiedza się miasto przez kilka dni.

Dlaczego hostele wygrywają z hotelami dla podróżnika solo

Hotel ma zasady. Hostel ma rytm. W hotelu jesteś klientem. W hostelu często stajesz się na chwilę częścią małej społeczności. Dla osoby podróżującej samotnie to zmienia wszystko. Zamiast jeść kolację samotnie w pokoju, można usiąść w kuchni wspólnej. Ktoś akurat smaruje kanapkę. Ktoś inny sprawdza rozkład pociągów. Rozmowa zaczyna się sama. Tak poznawałem ludzi z całej Europy, którzy tak jak ja, chcieli zobaczyć Polskę bez wydawania fortuny.

Jak znaleźć hostel, który nie jest koszarami

Przeglądając oferty, można trafić na przygnębiające miejsca. Stare łóżka piętrowe, zapach wilgoci, zero światła. Ale to już przeszłość. Dziś dobry hostel potrafi być designowy, przytulny i przede wszystkim czysty. Na co zwracać uwagę? Na zdjęcia kuchni i przestrzeni wspólnej. Jeśli są jasne, zadbane i widać, że ktoś o nie dba, to dobry znak. Często szukam też informacji o śniadaniach. Miejsce, które oferuje prostą kawę, herbatę i kanapki rano, już pokazuje, że myśli o gościach.

Gdańsk jako baza do zwiedzania Pomorza

Wybrałem Gdańsk nieprzypadkowo. To miasto jest idealnym centrum dowodzenia. Stąd w godzinę jesteś w Gdyni i Sopocie. W dwie godziny możesz dojechać na Mierzeję Wiślaną albo do Malborka. Można więc wynająć łóżko na dłużej i codziennie robić wypady w innym kierunku. To oszczędza czas na pakowanie i szukanie nowego noclegu. I pieniądze, bo długi pobyt często oznacza zniżki.

Pamiętam jeden wtorek: rano zwiedzałem statek-muzeum „Sołdek“ w Gdańsku, po południu jechałem kolejką do Sopotu zjeść obwarzanek na molo, a wieczorem wracałem na kolację do znajomych z hostelu. Nie czułem presji, że muszę zobaczyć wszystko w Gdańsku od razu. Miałem czas.

Czego naprawdę potrzebujesz w podróży niskobudżetowej

Lista jest krótsza, niż myślisz. Bezpieczne miejsce na bagaż. Dostęp do czajnika i lodówki. Dobry, darmowy internet. Cicha noc. Łazienka, w której nie stoisz w kałuży. Reszta to dodatek. Wiele hostelów idzie dalej. Organizują spacery miejskie, wieczory gier planszowych, czy wypożyczają rowery. To są te małe rzeczy, które sprawiają, że podróż staje się łatwiejsza i przyjemniejsza, niekoniecznie droższa.

  • Bezpieczny zamykany szafek na twoje rzeczy (najlepiej na swój zamek).
  • Susznik do włosów w łazience – po deszczowym dniu to nie luksus, to konieczność.
  • Tablica informacyjna z aktualnymi rozkładami jazdy i polecanymi barami mlecznymi.
  • Gniazdko przy łóżku. Brzmi banalnie, ale w starych hostelach to często towar deficytowy.

Historie z poczekalni czyli życie wspólnej kuchni

To tam dzieje się magia. Pewnego wieczoru w kuchni pewna dziewczyna z Portugalii próbowała wytłumaczyć Polce, jak zrobić pastę z bakalążu. Nikt nie znał słowa ‘bacalhau’ po polsku czy portugalsku. W końcu ktoś wyjął telefon i pokazał zdjęcie dorsza. Wybuch śmiechu. Innym razem facet z Krakowa uczył Niemca poprawnej wymowy ‘żurek’. Te chwile nie pojawiają się w broszurach turystycznych. Są bezpłatne i zostają w pamięci na długo.

Planowanie trasy tak, żeby nie zbankrutować

Kluczem jest elastyczność. Ja zawsze rezerwuję tylko pierwszą noc. Jeśli miejsce mi pasuje, przedłużam pobyt. Jeśli nie, szukam dalej. Dzięki temu nie jestem uwiązany do kiepskiego wyboru. Podróżując po Polsce, korzystam głównie z pociągów regionalnych. Są tanie, zwłaszcza z kartą rabatową. A hostele często są blisko dworców. Przykład? Wysiadłem na dworcu Gdańsk Główny, a dziesięć minut spacerem później już zostawiałem plecak w pokoju.

Co zostaje po wyjeździe

Po kilku dniach w jednym miejscu zaczynasz rozpoznawać ludzi. Panią sprzątającą, która życzy miłego dnia. Gościa za barem, który pamięta, że bierzesz herbatę bez cukru. To tworzy więź. Kiedy w końcu pakujesz się do wyjazdu, nie czujesz, że opuszczasz anonimowy budynek. Żegnasz się z ludźmi. Dostajesz namiary na Facebooka. Obiecujesz, że wrócisz. I często to nie jest pusty gest. Bo dobre, tanie miejsce, które czuje się jak dom, to skarb. I zawsze chce się do niego wrócić.

  • Kontakty do ludzi spotkanych po drodze – od Australijczyków po Ukraińców.
  • Ręcznie naszkicowana mapa z poleceniami lokalsów, której nie znajdziesz w Google.
  • Nawyk kupowania jedzenia na wspólne kolacje i dzielenia się nim przy stole.
  • Przekonanie, że najważniejsze w podróży są nie zabytki, ale spotkania.

Още интересни статии